Plany wprowadzenia cyfrowego tacho – ELD w USA natrafiają na protesty małych tzw. Owner Operators, którzy wybrali się w tym celu do Waszyngtonu. Sytuację relacjonuje nasz współpracownik z USA – Artur Czajkowski.

 

Według Policji Stanu Ohio przyczyny wypadków z udziałem ciężarówek stanowią w 90% błędy… kierowców samochodów osobowych, którzy nie umieją poruszać się wśród dużych pojazdów, jakimi są zestawy ciężarowe.

Wiedzieliśmy o tym od dawna, ale liczba ta była szacowana na 75%. W takiej oto sytuacji Ministerstwo Transportu USA, a dokładnie komórka od “bezpieczeństwa”, czyli FMCSA, zaczyna wdrażać elektroniczny tachograf ELD z odczytem z komputera silnika, pozycji GPS oraz ustawicznym przesyłaniem tych danych przez sieci komórkowe.

W kraju, gdzie od 1932 roku jeździ się na papierowych “logbookach” wypisywanych przez kierowcę długopisem w niemal dowolny sposób… to REWOLUCJA.

Jako grupa posiadaczy ciężarówek, czy tez małych firm przewozowych poczuliśmy się zlekceważeni, ponieważ nikt nas nie zapytał, co o tym myślimy, a Konstytucja USA jasno określa, że nie można nikogo zmusić do czegokolwiek na jego własności, a taką jest ciężarówka. Może się to wydawać dziwne, ale w USA policja musi mieć nakaz rewizji, by móc wejść do kabiny ciężarówki. W tym kontekście przewoźnicy protestują, gdy ktoś będzie próbował zmusić ich do zainstalowania urządzenia, które dzień i noc będzie nie tylko szpiegować, ale też wysyłać KOMUŚ I GDZIEŚ dane o naszej prędkości, adresie załadunku czy aktualnego postoju.

ELD, czyli tacho dla wielkich flot

Urządzenia takie funkcjonują co prawda od dawna, ale wyłącznie dla wielkich flot, które zatrudniają tysiące nierozgarniętych “kierowców”. Potrafią oni zgubić się na truckstopie, szukając wyjazdu zdewastować nawet 6 zaparkowanych zestawów. Wielkie firmy bowiem funkcjonują wyłącznie dlatego, że organizują bezdomnym i bezrobotnym 2-tygodniowe kursy prawa jazdy CDL na których nie uczą ich niczego, bo egzamin jest przeprowadzany przez te sama firmę, która prowadzi “szkołę”, a następnie zatrudnia kursanta z niewolniczą umową na rok lub dwa.

Delikwent taki spędza potem swój czas na padole ziemskim siedząc na truckstopach miedzy kursami z marnymi ładunkami, a że wynagradzany jest wyłącznie od przejechanej mili, to zarabia dużo mniej niż kierowcy w Polsce. Te właśnie firmy nie mogąc znaleźć więcej “frajerów” wypadają z biznesu, dlatego postanowiły drogą politycznych matactw (łapówki znane jako lobbing) zmusić nas – niezawodnych i bezwypadkowych ownerów do założenia tych urządzeń i puścić nas z torbami, abyśmy przyszli do nich pracować.

Aby  więc dać im wszystkim do zrozumienia co o tym myślimy – postanowiliśmy z podobnie myślącymi “outlaws” – bo tak nas tu określa od zawsze ze względu na spędzanie większości lub całości czasu poza przepisami czasu pracy na co dzień – pojechać do stolicy i zademonstrować nasze poglądy pod imponującym budynkiem Ministerstwa Transportu.

Jedziemy do Waszyngtonu

Jako, że taka akcja nigdy nie miała miejsca, nikt nie wiedział, jak dokładnie ma wyglądać, ale jeden z kierowców znany jako “Gunney” (strzelec z Marines) zorganizował konwój na tyle, że mieliśmy jakieś pozwolenia na  demonstrację oraz ochronę policji, jednak w związku z brakiem zaufania do tego typa, nikt nie czuł się zbyt pewnie i z calej, wielkiej zakrojonej na ogromną skalę fejsbukowej akcji trwającej miesiącami zjawiło się w DC…. tylko 30 trucków.

protest przewoźników w USA

Od lewej: Artur Czajkowski, Bob King, Andy Styrczula, Robert Budzik, Maniek Szygula, Jurek Jazda Stetz i Marek Podgorski

A byłoby jeszcze mniej, gdyby nie zlot Polaków w Leesport tuż przed konwojem do DC, gdzie z grupą rodaków zorganizowaliśmy w Pensylwanii 3-dniowe party pełne grillowanej polskiej kiełbasy, co nas zbliżyło i umocniło team spirit. W dalszym ciągu byliśmy przekonani, że zostaniemy niechybnie aresztowani, no ale tę grupę tworzyli już sami twardziele, więc wpadliśmy do samego centrum Waszyngtonu, wokół Monumentu, Białego Domu i Kapitolu bez naczep, ale za to na trąbach!!!!

protest przewoźników w USA

Policja robiła wszystko, żeby nam się fajnie jechało, zamykali nam skrzyżowania, a obywatele wylegali na ulice z urzedów i machali do nas długopisami, którymi piszą te wszystkie, czasem bezsensowne ustawy…