W ubiegłym roku Mercedes zadebutował w segmencie pickupów prezentując Klasę X. Czy to pojazd lifestylowy, czy jednak typowy pojazd użytkowy? Odpowiedź znajdziecie w naszym teście.

Opracowanie konstrukcji z zupełnie nowego segmentu kosztuje krocie, więc Mercedes wykorzystał współpracę z koncernem Renault-Nissan i nową klasę oparł na sprawdzonej i cenionej konstrukcji, jaką jest Nissan Navara. Tak naprawdę jednak podobieństwo do Nissana widać tylko w zagiętej linii okien tylnych drzwi. Poza tym stylistycznie Klasa X to Mercedes pełną gębą. 

Stosunkowo wysoko poprowadzona linia maski i przód w typowej dla SUV–ów Mercedesa stylistyce sprawia dość muskularne wrażenie, a auto wydaje się w sumie większe niż jest w rzeczywistości. Wysoko poprowadzona linia okien wzmaga wrażenie solidności pojazdu. Z tyłu klasyka, czyli wąskie stojące lampy przywodzące na myśl niektóre z klasycznych amerykańskich pickupów. Gdy dołożymy do tego duże 20-calowe koła, to Klasa X może się spodobać klientom, którzy nagle zaczną marzyć o offroadowej przygodzie.

Luksus i… drobne wpadki

W środku powiewa luksusem. W oczy rzuca się listwa imitująca szczotkowane aluminium oraz sześć okrągłych nawiewów. Po chwili dostrzeżemy też wyłożoną skórą górną część deski rozdzielczej oraz duży stojący ekran systemu Command. Kierowca ma przed sobą zgrabną mięsistą kierownicę i jak to w Mercedesie, bardzo czytelne zegary.

Mercedes pickup 

Czy zatem jest idealnie? Nie do końca. Niewielki daszek w dolnej części konsoli centralnej zasłania górną część pokrętła wyboru napędu. System Command z touchpadem jest całkiem niezły (dopłata 11.000 zł), ale jego obsługa nie należy do intuicyjnych, system komend głosowych działa również tak sobie. Widać już po prostu jego wiek i konkuencja w tym względzie poczyniła już postępy.  Testowany zresztą parę tygodni później nowy Sprinter miał już zupełnie nowy, o wiele lepszy system do osbługi radia, mediów, nawigacji itp. 

Klasa X z dołączanym napędem

Nasza Klasa X była napędzana najmocniejszym w danej chwili 2,3-litrowym dieslem o mocy 190 KM. W chwili pisania tego tekstu do sprzedaży trafiła już wersja V6 z silnikiem o mocy 258 KM. Testowany diesel współpracował z 7-biegowym automatem. Całość tworzyła duet o nieco amerykańskim charakterze. Auto dość sprawnie się rozpędzało, choć o ogniu nie było mowy. Automat zmieniał biegi niezauważalnie starając się utrzymać jak najniższe obroty. 

Mercedes pickup

Głębsze depnięcie pedału gazu owocowało redukcją, co nie oznaczało jednak mocnego przyspieszania. Jakby auto chciałoby nam powiedzieć, dokąd się człowieku śpieszysz? Wyluzuj! I rzeczywiście jazda z prędkościami 120-130 km/h na autostradzie jest najprzyjemniejsza. Mercedes stabilnie wtedy sunie, w kabinie jest cicho, a myśli kierowcy krążą gdzieś po amerykańskim highwayu. Schodząc na ziemię, to za taką jazdę Klasa X odwdzięczy się niskim spalaniem, które w naszym przypadku wynosiło 8,4 l/100 km.

Cały materiał we wrześniowym wydaniu TRAILER Magazine.