Sytuacja zmieniająca się z godziny na godzinę, korki na granicach, braki zaplecza sanitarnego to problemy branży transportowej w ostatnich dniach.

Chcąc uciec od poszukiwania sensacji, o którą teraz nietrudno w mediach ogólnokrajowych, postanowiliśmy sprawdzić u źródła, jak wygląda codzienność branży transportowej w ostatnich dniach. Jak można się domyśleć, obraz nie jest optymistyczny i można powiedzieć, że zabrakło pewnych działań komplementarnych instytucji państwowych do wydanych decyzji, które mogłyby ten stan polepszyć.

Pierwszy przewoźnik, którego zapytaliśmy o obecną sytuację, przewozi kontenery w ruchu krajowym. O ile na brak zleceń w tym tygodniu nie narzeka, to prognoza na przyszły tydzień nie wygląda już bardzo obiecująco. 

W tym tygodniu mieliśmy dużo zleceń, gdyż w ubiegłym tygodniu, ze względu na sztormową pogodę nie były rozładowywane statki w portach, tłumaczy szef tej firmy. Stawki poszły nieco w górę w ostatnich dniach, ale w związku z obniżką cen ropy spodziewam się wkrótce powrotu do poprzedniego poziomu.

Drugi przewoźnik, który częściowo wozi także kontenery, mówi, że w tym segmencie ilość zleceń spadła już o 70%. Natomiast dużo zleceń jest na zestawy z plandekami do Szwecji, gdyż ten kraj nie został zamknięty i transport tam funkcjonuje normalnie. 

Obydwaj przewoźnicy narzekają natomiast na brak zaplecza sanitarnego w firmach, gdzie następuje rozładunek oraz na stacjach benzynowych.

Na parkingach w firmach kierowcy nie mogą opuścić samochodu, czy skorzystać z toalety. Co gorsza, również na stacjach benzynowych zamknięte są toalety oraz prysznice. To wystawia pracę kierowcy na bardzo ciężką próbę, mówią.

Transport międzynarodowy

Sprawdźmy zatem jak wygląda sytuacja w większych firmach transportowych operujących w transporcie międzynarodowym. Właściciel kolejnej firmy operującej głównie na kierunku do Hiszpanii ocenia sytuację jako stabilną, oczywiście oprócz sytuacji na granicach. 

Wszyscy kierowcy jeżdżą na razie zgodnie z planem, mówi. Stawki na tym kierunku są na takim samym poziomie, jedynie na kierunku do Włoch nieco wzrosły. Natomiast na rynku krajowym daje się zauważyć mniej zleceń na transport odpadów.

Rynek włoski odpuściła sobie natomiast na razie kolejna firma, z przedstawicielem której rozmawialiśmy. 

Zawiesiliśmy działalność na tym rynku ze względu na obawy o zdrowie kierowców oraz ich rodzin, a kierowców mamy bardzo dobrych.

Nasz rozmówca nie narzeka na brak zleceń, gdyż firma pracuje na kontraktach, jednak ostatnie dni należą do bardzo gorących.

Przygniotło nas zamknięcie granic. Jeden nasz samochód od 27 godzin stoi przed granicą w Zgorzelcu. Drugi kierowca, który próbuje wjechać do Polski od strony Słowacji w Gorzyczkach, od pólnocy przejechał 420 metrów (rozmowę przeprowadzaliśmy ok. godz. 13). Mamy więc do czynienia z sytuacją, kiedy mamy zlecenia, naczepy stoją już załadowane, ale nie ma ciągników, które utknęły na granicach. Z taką sytuacją nie mieliśmy do czynienia od kilkunastu lat!

Nasz rozmówca jest zbulwersowany tym, że zamknięciu granic nie towarzyszą żadne działania mające na celu usprawnienie kontroli granicznej.

Kierowcy zgłaszają, że wszystko się tam miesza, ciężarówki z samochodami osobowymi, ruch nie jest uporządkowany. Jeśli coś tam się stanie, dojdzie do tragedii, gdyż o jakimkolwiek korytarzu życia można tam zapomnieć. Brakuje także zaplecza sanitarnego, jakichkolwiek przenośnych toalet.

Ukłony należą się natomiast wielu firmom, do których wozimy ładunki za zmianę procedur rozładunkowych. Często się zdarza, że kierowcy nie muszą długo czekać na rozładunek i szybko opuszczają parkingi.Sytuacja jest dynamiczna także z powodu decyzji o zamykaniu kolejnych dużych zakładów pracy w Europie. Wczoraj musieliśmy zawrócić z trasy 4 zestawy, gdyż firma z branży automotive ogłosiła tymczasowe zamknięcie zakładu, tłumaczy nasz rozmówca.

Jak widać więc sytuacja jest bardzo ciężka i dynamiczna, trudno więc podjąć jakiekolwiek decyzje biznesowe. Jak mówią nasi rozmówcy, w ostatnich dniach poruszają się niemalże po omacku w świecie transportowym.