Brak kierowców z kategorią C+E to już od długiego czasu bolączka polskiej branży transportowej. Okazuje się, że może być jeszcze gorzej.

Według różnych szacunków w Polsce brakuje od 50 do nawet 100 tysięcy kierowców. Przyczyn tego stanu jest wiele, począwszy od likwidacji obowiązkowej służby wojskowej, gdzie większość kierowców wyrabiała prawo jazdy na ciężarówkę. Potem zlikwidowano szkoły mechaniczne kształcące mechaników i kierowców, wyemigrowało też wielu kierowców do innych krajów. Nadzieje na poprawę obecnej sytuacji daje fakt, że we wrześniu 2017 r.  reaktywowane zostały klasy o profilu kierowca-mechanik, jednak absolwentów tego kierunku należy spodziewac się na rynku pracy najwcześniej za 3 lata.

Polityka krajowa jednak nie śpi. 22 grudnia 2017 r. do konsultacji społecznych trafił projekt zmiany ustawy o czasie pracy kierowców, który zakłada, że zniesione zostaną nieopodatkowane i nieozusowane diety i ryczałty za noclegi, a w to miejsce zostaną wprowadzone regulacje nakazujące w dużym uproszczeniu zatrudnianie kierowców na podstawie średniego wynagrodzenia na dany rok (ponad 4500 brutto). Wynikałoby to zastosowania wobec kierowców przepisów odnoszących się do delegowanych pracowników w ramach świadczenia usług, mówi Tomasz Redo z Doradztwa Transportowego Kara ITD. 

Nieopodatkowane i nieozusowane diety znikną?

O co tak naprawdę chodzi? Jak powszechnie wiadomo sporą część wynagrodzenia kierowcy pracującego w transporcie międzynarodowym stanowią nieopodatkowane i nieozusowane diety, stanowiące jedynie koszt dla pracodawcy. W praktyce więc kierowca jest zatrudniony na stosunkowo niskiej podstawie, a przyzwoite dochody generuje z diet i ryczałtów. To nie podoba się naszym urzędnikom i próbują dostać się do tych pieniędzy.

Chodzi o stworzenie modelu, gdzie kierowcy zostaliby oddelegowani do pracy w innym kraju i oficjalne wyjaśnienie strony rządowej jest takie, że rozwiązanie to ulży przewoźnikom w rozliczaniu pensji minimalnej w Niemczech, czy we Francji, ale to argument chybiony, gdyż nie wszyscy kierowcy jeżdżą do tych krajów, a np. do Skandynawii, czy na Wschód, ewentualnie pracują w krajówce, tłumaczy Tomasz Redo.

W zamian za obecne przepisy kierowcy mieliby zostać zatrudnieni na podstawie średniej krajowej.

Na pierwszy rzut oka kierowcy na tym specjalnie nie stracą, ale w przypadku, gdy taki pracownik ma zobowiązania komornicze, czy alimenty, to komornik automatyczne zyska większe możliwości ściągnięcia tych pieniędzy na podstawie wyższej kwoty na umowie o pracę.

Z moich obserwacji wynika, że w każdej firmie jest to 1/6 kierowców, którzy mają takie zobowiązania, mówi Tomasz Redo. Istnieje duże ryzyko, że w przypadku przyjęcia takich rozwiązań kierowcy rzucą pracę i przeniosą się do innej branży… Mamy więc do czynienia z sytuacją, gdzie z jednej strony premier Morawiecki docenia siłę polskiego transportu w Europie, ale z drugiej strony nierozsądnymi działaniami fiskalnymi nie dba o jego rozwój.