Wydawać by się mogło, że karetki pogotowia marki Nysa jeszcze nie tak dawno można było spotkać na naszych ulicach. Tymczasem dorosło już całe pokolenie, które nie miało okazji zobaczyć ich w akcji.

Mojego młodszego brata zawsze interesowały samochody. To z resztą u nas rodzinne. Od dziecka na Marku największe wrażenie robiły jednak… karetki pogotowia. Spośród polskich karetek Markowi zawsze najbardziej podobała się Nysa w wersji reanimacyjnej. Malowanie w czerwono-niebieskie pasy, duża litera „R” na bokach oraz tyleż hałaśliwy, co mało skuteczny „kogut” czechosłowackiej firmy Tesla, robiły na nim spore wrażenie. Pierwsze prace nad realizacją planu posiadania własnej karetki mój brat realizował budując modele Nysy z… posiadanej przez nas mieszaniny kloców Lego i ich NRD-owskich odpowiedników PB. Jego eRki miały otwierane drzwi i pracujące zawieszenie własnego pomysłu, oparte na gumkach recepturkach! 

Remont to ciężki kawałek chleba

Kilka lat temu Marek znalazł ogłoszenie o sprzedaży karetki pogotowia Nysa 522 S z 1989 roku. Auto używało wojsko, więc nie było specjalnie wyeksploatowane, miało natomiast lekko wgnieciony dach i było zapuszczone. Kto kiedykolwiek remontował Nysę ten wie, że to naprawdę ciężki kawałek chleba. Z pozoru niezły egzemplarz kryje wiele niespodzianek. Prymitywna konstrukcja oparta na szkielecie i poszyciu typu autobusowego, sprzyjała rozwojowi korozji. Do tego podłoga z desek, które nadawały się tylko do wymiany. Nysy produkowane były ręcznie, więc każdy z egzemplarzy jest nieco inny. Z tego też powodu fabrycznie nowe drzwi, stanowiące element zamienny, były sprzedawane bez otworu na klamkę! Dopiero po ich zamontowaniu można było określić, w którym miejscu powinien on być.

zabytkowa karetka Nysa

Replika eRki

Do samego początku „szczęśliwy” właściciel Nysy planował, że odbuduje ją w wersji reanimacyjnej. Znawcy tematu wiedzą, że fabryczne eRki różniły się od zwykłych przewozówek dodatkową klapką w tylnym pasie, pod którą ukryte było koło zapasowe, oraz dodatkowym wentylatorem zamontowanym pod obudową umieszczoną na dachu. Marka Nysa tych elementów nie miała, w związku z czym postanowił on zbudować replikę reanimacyjnej karetki używanej pod koniec lat 80 w gdyńskim pogotowiu ratunkowym. Dostanie przydziału na produkowana w ograniczonej liczbie egzemplarzy i drogą w zakupie eRkę, było bardzo trudne. Z tego też powodu gdyński oddział WKTS kupił „zwykłą” karetkę Nysa 522S a następnie przełożył do niej całe wyposażenie z wyeksploatowanej eRki. Auto oczywiście pomalowano w stosowne dla ambulansów reanimacyjnych barwy. 

zabytkowa karetka Nysa

Kupiona przez Marka Nysa była praktycznie pusta. Odtworzenie kompletnego wnętrza karetki zajęło właścicielowi kilka lat. Część sprzętu została kupiona na aukcjach, a wiele elementów wyposażenia  pomogli zdobyć znajomi, a nawet dawni pracownicy pogotowia. Dachowy wentylator został w ostatniej chwili uratowany ze złomowanego Jelcza PR120, który miał na zamontowane identyczne „budki” wentylacyjne. Półki, szafki oraz amortyzowane mocowanie noszy Marek odtworzył już we własnym zakresie. Trudno było także znaleźć warsztat, który podejmie się niełatwego zadania polakierowania Nysy. Silnik oraz zawieszenie zostały praktycznie zbudowane z nowych podzespołów. 

Cały materiał dostępny jest w październikowym wydaniu TRAILER Magazine.