O ryzyku niebezpiecznej zmiany w systemie wynagradzania kierowców pisaliśmy już wcześniej. Teraz dotarliśmy do szczegółów propozycji.

Trudno jednoznacznie stwierdzić, kto był stroną inicjującą zmiany w systemie wynagradzania kierowców. Z jednej strony strona rządowa widzi nieozusowane i nieopodatkowane diety i ryczałty, na które ma „chrapkę”. Z drugiej strony przedstawiciele związków zawodowych są zainteresowani by temat ten uporządkować z jeszcze większą korzyścią dla kierowców.

 

Zdaniem związków zawodowych zmiany w systemie wynagradzania kierowców muszą nastąpić. Obecnie bowiem pensja kierowcy pracującego w transporcie międzynarodowym składa się w 25% z wynagrodzenia zasadniczego, a w 75% z diet i ryczałtów, a zdaniem związków zawodowych powinno być wręcz odwrotnie. Ich przedstawiciele nie ukrywają, że zależy im na stworzeniu wynagrodzenia sektorowego, w którym wszyscy kierowcy zarabialiby mniej więcej tyle samo. Podobne układy zbiorowe funkcjonują także w Skandynawii.

Naszym zdaniem byłoby to na wskroś szkodliwe rozwiązanie dla branży transportowej, gdyż z jednej strony promuje miernych kierowców, a z drugiej strony podcina skrzydła tym ambitnym, a powoduje wzrost kosztów wszystkich pracodawców.

Takie propozycje z pewnością są jednak na rękę stronie rządzącej, gdyż wtedy mogłaby „położyć łapę” na większej części wynagrodzenia kierowcy, do którego obecnie nie ma prawa.

Jakkolwiek słuszne są argumenty, że obecnie tkwimy w pewnej schizofrenii legislacyjnej. Kiedy przewoźnicy wysyłają kierowców w trasę choćby do Francji dają im zaświadczenia A1 z ZUS-u mające zastosowanie w przypadku delegowania pracowników. Natomiast kiedy kierowcy wracają z tej samej trasy, to działy księgowości naliczają im diety i ryczałty. Czyli raz kierowca jest delegowany, a raz w podróży służbowej.  

Powołano zatem trójstronny zespół do spraw transportu drogowego, w skład którego weszli przedstawiciele administracji rządowej, pracodawców oraz związków zawodowych. Natomiast przedstawiciele ZMPD zaczęli organizować w Polsce konsultacje z przewoźnikami, gdyż trzeba tu powiedzieć, że na początku firmy transportowe miały w tej kwestii bierną postawę. 

Zmiany w systemie wynagradzania kierowców – propozycje NSZZ Solidarność

Zgodnie z propozycją Krajowej Sekcji Transportu Drogowego NSZZ Solidarność kierowca pracujący w transporcie międzynarodowym miałby zarabiać od 1 lipca tego roku 5.500 zł brutto oraz otrzymać stały dodatek dobowy za każdy dzień za granicą w wysokości 45-50 euro. Pensja kierowcy miałaby wzrosnąć do 6.500 zł brutto w 2019 i 7.500 zł w 2020 roku, jednocześnie malałaby wartość dodatku dobowego do 35-40 euro w 2019 i 25-30 euro w 2020 roku.

Zgodnie z tymi wyliczeniami pracodawcy ponosiliby w poszczególnych koszt zatrudnienia kierowców od  10.700 zł w 2018, przez 10.900 w 2019 aż po 11.200 zł. Przyjęto tu założenie, że kierowca spędza za granicą 19 dni w miesiącu.

W przypadku kierowców krajowych pensja kierowcy miałaby wynosić 3.500 zł brutto w 2018 roku,  4.500 zł w 2019 i 5.500 zł w 2020 roku. Jednocześnie kierowcy mieliby otrzymywać stały dodatek za każdy dzień spędzony poza firmą w wysokości 80-120 zł. Pewnym paradoksem wydaje się stwierdzenie „za każdy dzień spedzony poza firmą”, gdyż istotą pracy kierowcy jest to, że pracuje on poza firmą…

Propozycje Ministerstwa

Natomiast propozycja Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa to przede wszystkim uchylenie definicji podróży służbowej oraz uchylenie wspomnianego art. 21a dotyczącego należności związanych z podróżą słuźbową kierowcy, a dodaniu nowego artykułu mówiącego o delegowaniu pracowników.

W tym przypadku kierowcy nie wypłacanoby diet i ryczałtów za nocleg, natomiast pracodawcy przysługiwałoby prawo obniżenia podstawy wymiaru składek o równowartość diet za każdy dzień pobytu za granicą, jednak w zależności od tego jaki miesięczny przychód będzie miał kierowca oddelegowany. Kwotę tę ustalono na 4443 zł brutto. 

Przedstawiciele Ogólnopolskiego Centrum Rozliczania Kierowców obecni na spotkaniu w PSPD obliczyli, że po przyjęciu takich rozwiązań strony rządowej koszty pracodawców wzrosłyby od 15 do 29%. 

Przewoźnicy protestują

Propozycje te wywołały oczywiście protesty przewoźników. Argumentowali oni, że przy obecnej rentowności firm transportowych na poziomie 0,5-2% podwyższone koszty sprawią, że polscy przewoźnicy nie będą w stanie sprostać konkurencji np. litewskich firm transportowych. Z samej prezentacji OCRK wynikało również, że wzrost kosztów pracodawcy o 25% spowodowałby „konsumpcję” zysków firmy. 

Padające ze strony OCRK sugestie, że nowy system wynagradzania kierowców przygotuje już polską branżę transportową do pakietu mobilności nie przekonały pomorskich przewoźników.

Jesteśmy przeciwni zmianom, które powodują wzrost kosztów polskich firm transportowych, powiedział Prezes PSPD Tomasz Rejek. Nie rozumiem, dlaczego musimy zawsze wychodzić przed szereg dopasowując już teraz polskie przepisy do pakietu mobilności, chociaż nie wiadomo, czy oraz kiedy zacznie on w ogóle obowiązywać. 

Refleksja z tego i pozostałych spotkań jest niestety smutna. Polski transport przez ostatnie 25 lat wyrósł na europejską potęgę, którymi chwalą się kolejni premierzy i ministrowie. Niestety, pod względem fiskalnym, niezależnie od opcji politycznej akurat rządzącej, branżę tę traktuje się jak przysłowiową kurę znoszącą złote jajka. Politycy zdają się jednak zapominać, że jak się kurę zarżnie, to przestanie się nieść…