Nowy Mercedes Sprinter zaprezentowany w lutym tego roku trafił już do naszej redakcji. Czy jest dużo lepszy od poprzednika i swojego odwiecznego rywala z Wolfsburga?

Po „rozwodzie” obydwu koncernów dotyczącym konstrukcji samochodów dostawczych, każdy z działów konstrukcyjnych musiał opracował swoją wersję Sprintera/Craftera. Volkswagen zaprezentował Craftera dużo wcześniej, więc konkurent ze Stuttgartu miał czas by pewne rzeczy zrobić inaczej lub lepiej.

Przód Sprintera zmienił się mocno, dużo większy jest teraz grill, światła natomiast mniejsze, jakby przymrużone, co w sumie sprawia wrażenie, że nowy Mercedes Sprinter „przytył” na twarzy. Z drugiej strony gdyby usunąć gwiazdę z grilla, każdy bez problemu odgadnie markę pojazdu, więc identyfkacja została zachowana. 

Minimalistyczny design

Gdy po raz pierwszy zająłem miejsce za kierownicą moje pierwsze odczucia były mieszane. Typowo użytkowy jest plastik, z którego wykonano kokpit. Nie znajdziemy tu miękkości klasy premium. Kierowca ma w zasięgu wzroku dwa duże ekrany. Jeden mniejszy umieszczono klasycznie pomiędzy megaczytelnymi zegarami z nowym bardziej dynamicznym kroju czcionek. Drugi, dużo większy do obsługi systemu MBUX umieszczony jest na środku deski rozdzielczej. 

Nawigacja ma zupełnie nową grafikę, ale ważniejsze jest to, że odbiera ona komunikaty o utrudnieniach w ruchu. Sprawdziliśmy. Koncertowo uprzedziła nas o korku na autostradzie A2. Urządzenie to zresztą ma sprostać przyszłym wyzwaniom transportu i może być podpięte pod telematykę, ale akurat tego nie mieliśmy możliwości przetestować. 

Multifunkcyjna kierownica wydaje się na pierwszy rzut oka nieco przeładowana. Mamy tu i przełączniki i wspomniane małe touchpady przypominające te z telefonów Blackberry sprzed kilku lat. Dość szybko można jednak się tego nauczyć. Lewą stroną kierownicą obsługujemy tempomat oraz mały ekran pomiędzy zegarami, natomiast prawym duży ekran, telefon oraz wywołujemy obsługę głosową. Działa bezproblemowo.

Sprinter 2018 test

Nowy Sprinter jest dość oszczędny

Testowaliśmy najdłuższą i najwyższą wersję Sprintera. Ładownia była estetycznie wykończona oraz wyposażona w wystarczającą ilość pierścieni do mocowania ładunku. Zabrakło jedynie możliwości otwierania drzwi tylnych pod kątem 270 stopni, co było możliwe w poprzednim modelu. Udało się w dużej mierze zlikwidować głuche huki blach nadwozia podczas jazd po kiepskiej drodze. Natomiast uwagę naszą zwróciły niezlicowane blachy na boku nadwozia, z których jedna wyrażnie była wybrzuszona. Prawdę mówiąc, nawet nas ten widok w lusterku irytował…

Pod maską mieliśmy 163-konnego Diesla, wspomaganego mocznikiem. Jego kultura pracy zwłaszcza na jałowym biegu specjalnie nie zachwycała. Dynamika też nie była pierwszorzędna, ale wystarczająca do przeciętnych zleceń transportowych. Rekompensatą było zużycie paliwa. Trzymając się w ryzach i jadąc ok. 120 km/h na autostradzie Sprinter spalał na pusto od 8,7 do 9.1 l/100 km. Biorąc pod uwagę gabaryty auta to dobry wynik.

Jakie wrażenia więc zostawił po sobie Sprinter? Spodobał nam się komfort jazdy, infotainment, nieco rozczarowuje natomiast layout deski rozdzielczej. Tu chyba konkurent z Wrześni oferuje więcej. I znowu te porównania…

Cały tekst dostępny w październikowym wydaniu TRAILER Magazine.