Ikarusy 260 i 280 nie były pierwszymi autobusami tej marki, jakie obsługiwały komunikację miejską w Polsce.      

Zanim na naszych ulicach pojawiły się pierwsze Ikarusy, najpierw dotarły tu węgierskie autobusy Mavag TR5. Pierwszy Mavag dotarł do Warszawy już w marcu 1949 roku. Po odbyciu prób władze PRL podpisały z naszymi południowymi bratankami kontrakt na dostawę 300 autobusów tej marki z przeznaczeniem dla komunikacji miejskiej i PKS.

Niestety Mavagi nie należały do konstrukcji udanych. Były głośne i awaryjne. Lubiły się też przegrzewać, szczególnie podczas jazdy w ruchu miejskim. W ramach unifikacji taboru cześć z nich wymieniano z PKS-ami za Chaussony, a nawet autobusy poniemieckie. Problemy z Mavagami spowodowały, że władze odstąpiły od zamiaru kupienia kolejnych egzemplarzy TR5. 

W 1949 roku przedsiębiorstwo Mavag połączyło się z producentem samolotów Ikarus Gép és Fémgyár Rt. Nowe modele autobusów miały od tej chwili nosić już markę Ikarus. W latach 1955-58 do Krakowa trafiły 24 autobusy Ikarus 60 a w 1960 zapadła decyzja o kupnie nowych Ikarusów 620, będących rozwinięciem modelu 604 zaprezentowanego na Międzynarodowych Targach Poznańskich w 1959 roku. Model 620 był ostatnią konstrukcją Ikarusa opartą na ramie nośnej i był przeznaczony głównie na eksport do ZSRR i NRD. Oprócz Krakowa 620-ki jeździły także w Warszawie, Łodzi oraz kilku miastach na Śląsku.

Ikarus 620, czyli „osiołek”

Ikarus 620 miał konstrukcję ramową z silnikiem umieszczonym nad przednią osią i napędzanymi kołami tylnymi. Pojazd o długości niespełna 9,5 metra napędzał wysokoprężny silnik sześciocylindrowy Csepel S614.8 o mocy 145 KM. W jego wnętrzu mogło podróżować 60 pasażerów, z czego 23 na miejscach siedzących. Oczywiście była to teoria, ponieważ w tamtych latach autobusy często były tak przeładowywane, że nie można było zamknąć drzwi. Wsiadanie i wysiadanie odbywało się za pośrednictwem dwóch zestawów czteroskrzydłowych drzwi harmonijkowych otwieranych automatycznie. 

autobus Ikarus 620 Kraków

Ciekawostką było całkowite oddzielenie przedziału kierowcy od przestrzeni pasażerskiej. Ścianka była zamontowana za pokrywą silnika i przebiegała przez całą szerokość nadwozia. Dzięki temu pasażerowie byli nieco izolowani od hałasu silnika, czego nie można powiedzieć o kierowcy. Zarówno sam kierowca, jak i pasażer prawego przedniego fotela mogli wsiadać za pomocą otwieranych „pod wiatr” drzwi umieszczonych nad kołami przedniej osi. Ikarus 620 wyróżniał się ciekawą stylistyką nadwozia, a duża atrapa chłodnicy, cztery reflektory oraz poziome lampy tylne nawiązywały nieco do wyglądu amerykańskich aut końca lat 50. 

W 1968 roku Ikarusy 60 oraz 620 po raz ostatni wyruszyły na krakowskie ulice. W Warszawie ostatni ze 179 tamtejszych Ikarusów 620, nazywanych pieszczotliwie „osiołkami”, zakończył pracę w marcu 1969 roku. Część z nich trafiło do innych przedsiębiorstw komunikacyjnych w Polsce, gdzie kursowały jeszcze przez kilka lat. Pozostałe egzemplarze zezłomowano, a karoserie niektórych autobusów posłużyły za altany na działkach lub podręczne szopy magazynowe.

Cały tekst dostępny jest w kwietniowym wydaniu TRAILER Magazine.